czwartek, 12 marca 2015

En mi, no en ti



Weszlismy do mieszkania w milczeniu. Raf rozejrzał się z zainteresowaniem po salonie
-ładne mieszkanie - powiedział
-dzięki, to dzieło Mii. Ja mogłabym mieszkać w czterech pustych scianach na materacu. Architektura wnetrz mnie nie interesuje - odpowiedziałam i ponownie zapanawała ta irytująca cisza. Pierwszy raz w życiu nie wiem co powiedzieć - chcesz herbaty?-wypaliłam. Chłopak usmiechnął się do mnie po czym zmarszczył brwi
-co jest między Toba a Neymarem - serce mi się zatrzymało. Skąd pomysł,że między nami wogole cokolwiek jest? Zasmiałam się teatralnie
-nic. Nie znam Go. dlaczego pytasz?
-jestem dobry w obserwowaniu ludzi. Od razu zauważyłem napiecie między Wami, jest ono nie mal namacalne - przerwóciłam oczami
-miedzy nami nic nie ma. Kompletnie. To...-nagle poczułam,że powinnam być szczera wobec chłopaka stojącego na wprost mnie - to...był błąd. Wylądowalismy w łóżku po jednej z imprez. Nic poza tym. Nawet nie wiedziałam jak ma na imię - ręce zaczeły mi drżeć, byłam pewna,że Raf mysli o mnie jak o puszczalskiej zdzirze. Spojrzałam na niego zażenowana. Na jego twarzy była totalna obojętnosć. Przeczesał włosy dłonią i potarł policzek
-uważaj na niego. Znam Go i wiem kiedy nie odpuszcza. Dla Ciebie to był błąd ale nie dla niego. Jestem pewny,że jutro bedę miał z nim bardzo nie przyjemną rozmowę
-dlaczego?Co on chce od Ciebie?-zapytałam nie wiedząc o czym mówi. Raf westchnął ciężko i usiadł na kanapie.
-widzisz kiedy Cię zobaczyłem było w tobie cos przyciągającego. Działasz na ludzi. Moja wrodzona niesmiałosć nie pozwoliła mi do Ciebie podejsc, wiec Cię obserwowałem. Byłas radosna, dobrze się bawiłas do chwili kiedy nie dołączył do nas Ney. Jego osoba sprawiła,że zrobiłas się z miejsca spieta, uciekałas. Wiem,że dobrze się czułas w taksówce ale nie chciałas jechać przez niego. On bezgłosnie przekazał każdemu z nas,że jestes nietykalna, że jestes jego - otworzyłam szeroko usta
-słucham?! Nie jestem ani jego ani nikogo innego. -warknełam
-ale dla nas jestes. I chociaż kazda moja komórka pragnie się do Ciebie zblizyć to nie zrobię tego bo Neymar to mój przyjaciel. Popieprzony strasznie ale przyjaciel - powiedział spokojnie nie odrywając ode mnie oczu. Czułam,że robi mi się słabo. Co to kurwa jest?Jakie zaznaczanie terenu? Nie jestem niczyją własnoscią. Byłam wsciekła i było mi słabo. - dobrze się czujesz? - Raf wstał szybko i podszedł łapiąc mnie za ramiona
-wirujesz - szepnełam i zrobiło mi się ciemno.
Zamin otworzyłam oczy doszedł do mnie dzwiek. Słyszałam kilka głosów, jakąs muzykę. Otworzyłam powoli oczy. Leżałam na swoim łóżku w pokoju gdzie panował półmrok. W rogu łóżka siedziała Mia i cos komus tłumaczyła. Kiedy zorientowała się,że się obudziłam podeszła do mnie szybko a w slad za nią kilka innych osób
-jak się czujesz kochanie?-zapytała spokojnie głaszcząc moje włosy. Zamrugałam oczami
-co się stało?
-zemdlałas. Raf zadzwonił po nas i wrócilismy wszyscy. Dziewczyna Daniego jest lekarzem. Nic Ci nie jest, za duzo wrażeń
-wszyscy?-zapytałam i powoli usiadłam na łóżku. W pokoju było z dziesiec osób wpatrujących się we mnie
-nic Ci nie bedzie. Na szczescie nie byłas sama. Możesz spokojnie wstać- powiedziała brunetka, ktora była lekarzem i dziewczyną jednego z piłkarzy. Wstałam spokojnie i rozejrzałam się. Nie było Go. Ani Neymara. Poczułam ulgę i wrociły mi siły. Wszyscy przeszlismy do salonu. Dostałam sok i lek na bol głowy. Impreza zamiast u Marca przeniosła się do nas. Niestety nie miałam sił w niej uczestniczyć i po pół godzinie pożegnałam towarzystwo i poszłam do swojego pokoju. Sciągnełam kieckę wrzucając na siebie koszulkę. Już miałam się połozyć kiedy drzwi powoli się otworzyły a w nich zobaczyłam Neymara. Wszedł bez słowa zamykając za sobą drzwi. Z przerażeniem zobaczyłam jak przekręca klucz. Czego on chce? Co zamierza? Usiadł na skraju łóżka i schował twarz w dłoniach
-zadrwiłas ze mnie - powiedział nagle cicho wbijając we mnie wzrok. Zrobiło mi się sucho w ustach a cisnienie ponownie się podniosło - najpierw mnie uwiodłas znikając bez słowa a kiedy spotkałem Cię drugi raz Ty mnie ignorujesz. Jakby to co między nami było wogole się nie wydarzyło. A teraz jeszcze wszedł miedzy nas Rafinha. Naprawdę byłem tylko jednorazowym incydentem?- zapytał z wyrzutem. nie wiedziałam co mu odpowiedzieć, słowa więzły mi w gardle.
-A czego oczekujesz? Czego chcesz?-zapytałam
-Ciebie- wstał i podszedł do mnie. Wciągnełam głosno powietrze. Jego oczy, zapach, usta, które teraz lekko zagryzł...był zdecydowanie za blisko a nadal działał na mnie bardzo mocno. Krew w żyłach mi się zagotowała. Mnie? O czym on pieprzy?
-nie jestem niczyją własnoscią Neymar. nikt mnie nie miał i nie bedzie miał. Ja się nie bawię w romantyzm i związki - starałam się być stanowcza chociaż w srodku cała się trzesłam. Oczy Neymara posmutniały
-czyli nie dasz mi szansy-zapytał smutno. Było mi go żal. Nie chciałam by inni łamali mi serce a sama co zrobiłam?
-Neymar nie zrozumiesz. Taka już jestem. Lepiej bedzie dla Ciebie jak zakończymy to na tym etapie. Nie chcę Cię skrzywdzić a tak się stanie - rzekłam nauczciwiej jak umiałam
-tego nie wiesz. Nie możesz tego przewidzieć. Poza tym uprzedziłas mnie więc wejdę w to swiadomie, zaryzykuję. Spróbuj. Nie boj się tego- próbował mnie przekonać ale ja się czułam jak by mnie ktos zagonił w kozi róg. Tak, bałam się bo wiedziałam jak boli złamane serce, co robi z człowiekiem, patrzyłam na to tyle lat.
-nie Neymar. Ta rozmowa dobiegła końca. Znajdziesz kogos kto Cię doceni ale nie jestem ja tą osobą. Przykro mi - opusciłam głowę, naprawdę było mi przykro. Wstał i ruszył w stronę drzwi
-nie chcesz mnie skrzywdzić ale prawda jest taka że sama sobie robisz krzywdę - dodał i wyszedł.
W sobotę spałam dopóki nie obudził mnie telefon. Miałam ochotę cisnąć nim o scianę.
- Czego?- warknełam nie patrząc kto dzwonił
- Jak zawsze miła - usłyszałam głos na dzwięk którego scierpła mi skóra. a ten co chce?
- po co dzwonisz? -nie miałam ochoty wdawać się w dyskusje
- chciałem zapytać jak minął pierwszy tydzień córeczko - głos mojego ojca był nader łagodny.
- umierasz, że nagle Cię interesuje własna córka? - burknełam ostro a człowiek po drugiej stronie westchnął
- Melania chciałem się pogodzić - zasmiałam się. W czas się obudził.
- Nie uważasz, że trochę za póżno? Miałes dwadziescia lat na to. Teraz to możesz mnie najwyżej cmoknąć w nos staruszku
- popełniłem parę błędów ale...- nie dałam mu dokończyć. Co za tupet, parę błedów? Całe życie patrzyłam na łzy matki i jego zakłamany ryj
- skończ te swoje rozczulające przemowy.nie interesują mnie Twoje spóźnione refleksje nad własnymi błędami.nie chce mieć z Tobą nic wspolnego- krzyknełam wściekła.
- Córeczko ale...
- Do widzenia- rozlaczylam połączenie i rzuciłam telefon w kąt. Jeszcze dobrze nie wstalam a już byłam wściekła. On chce się pogodzić, phi dobre sobie i mysli,że od tak skasuję ten horror, który zgotował mojej mamie i mi. Niech spierdala stary cap. To wszystko jego wina, to przez niego nie umiem stworzyć normalnego związku, nie umiem kochać, zaufać, to wszystko jego wina. Zniszczył moja matkę i mnie a teraz ma czelnosć do mnie dzwonić? Nie wiem nawet kiedy zaczełam płakać. Pieknie ten dzien się zaczął. 
Kilka minut póżniej telefon znowu dzwonił. Fuck a teraz kto mi dupe zawraca? Wstałam zła i podniosłam aparat. Haha kolejny do kolekcji. Wcisnełam zieloną słuchawkę
- słucham?- burknełam
- Czesć, co dzis robisz? Może masz ochotę na cos szalonego?- głos Neymara brzmiał nadzwyczaj wesoło. 
- yyyy hmmmm - dukałam szukając mądrej wymówki - jestem już umówiona- palnełam
- z kim?- był zaskoczony
- z...a co Cię to obchodzi?- warknełam. Boże ludzie dajcie mi spokój, myslałam
- jestes moją dziewczyną, pamiętasz? Więc obchodzi - teraz on warczał. Fuck racja. Samo to już było wystarczająco szalone, co innego mogło mnie spotkać?
- dobra, cicho badz! co chcesz?
- spotkać się. Muszę jakos rozładować napięcie. O ktorej jestes wolna?- słyszałam,że jest zły, ciekawe dlaczego.
- za godzinę. Dopiero podniosłam głowe- powiedziałam zrezygnowana
- ok, to podjadę po Ciebie. Adres?- zapytał. Podałam mu adres i bez słowa rozłączyłam telefon. Poczłapałam do łazienki.
Myłam zęby patrząc się na odbicie w lustrze. 
-Kurwa! - krzyknełam opluwając lustro. Przecież podałam mu adres. Nie jest aż tak głupi,żeby nie zorientować się,że wczoraj tutaj był. Fuck fuck fuck, klełam. Juz po mnie. 
Musiałam cos wymyslić ale nic sensownego nie przychodziło mi do głowy. Serce łomotało mi w panice. Wyjdę przed blok, nie zna nr mieszkania, zwykły zbieg okolicznosci. Uspokojona poszłam pod prysznic. Ubrałam krótkie szorty i szeroki t shirt a pod bokserkę i conversy. Jak kot, zawsze spadasz na cztery łapy. Lekki makijaż, luzny kucyk i byłam gotowa. Równo po godzinie od telefonu Neya wyszłam przed budynek. Czekał już oparty o sportowe audi. Twarz miał smutną patrząc w okna ale na mój widok usmiechnął się szeroko i otworzył drzwi pasażera
- czesc dziewczyno!- przywitał mnie
- czesc chłopaku - odpowiedziałam równiez się usmiechając. Przygladał mi się z zainteresowaniem przez chwile jakby nad czyms myslał i po chwili usiadł za kierownicą.
- masz ochotę na plażę?-zapytał ruszając
- nie mam kostiumu - posmutniałam bo plaża była fajnym pomysłem
- ja tez nie dlatego najpierw jedziemy na zakupy - powiedział wesoło i skrecił w kierunku centrum. Nie było sladu po tym smutnych chłopaku, który wczoraj opuscił mój pokój.
W trakcie zakupów pokazał twarz komedianta. Przebierał się w absurdalne ciuchy tańcząc i spiewając. Śmiałam się do łez. Po godzinie wygłupów w trakcie, których ponury humor opuscił mnie na dobre złapalismy pierwsze lepsze ciuchy na plażę i ruszylismy w wybranym kierunku. Neymar zdecydował,że przyda się nam trochę ciszy i spokoju dlatego wybrał oddaloną o kilka kilometrów kameralną plażę. Osób było niewiele. Zaopatrzeni w koce i leżaki wybralismy sobie miejsce blisko wody. Ney od razu pobiegł się ochłodzić a ja w tym czasie połozyłam się na leżaku cieszac się kojącymi promieniami słońca. Co parę minut smiachał się przypominając sobie sceny ze sklepów. Neymar był naprawde bardzo pozytywnie postrzelony. Nie zwracał uwagi na ludzi, którzy robią mu zdjęcia, po prostu się bawił. Czy kiedykolwiek spedziłam tak czas z facetem? Nigdy! Żadnemu nawet nie dałam na to szans. Czy tak wygladają szczęsliwe związki? Ludzie się wtedy smieją? A istnieją wogole takie związki? Przez całe życie patrzyłam tylko na łzy i złamane serce, nie miałam pojęcia,że może istnieć cos tak odwrotnego. Czy moi rodzice kiedys też się usmiechali? Czy mój ojciec przytulał, całował moja mamę bez powodu? Mowił ja że ja kocha? Nigdy tego nie widziałam. Ale chyba musiał kiedys ją kochać, prawda? Nie, Melka jestes pod wpływem chwili i bujasz w obłokach. Twój ojciec kocha tylko siebie.
Skupiona na tych myslach nie zauwazyłam nawet kiedy Neymar wrócił. Wyczułam jednak,że stoi obok i patrzy na mnie. Otworzyłam powoli oczy i spojrzałam w jego stronę. Stał nade mną z otwartą buzią, brwi miał sciągnięte. Wyglądał jakby zobaczył ducha i był wystraszony. A może zły? Fuck i dobry humor szlak trafił.
- stało się cos?-zapytałam zakrywając oczy ale nic nie mówił. Patrzył na mnie jakby był w szoku. W końcu przeczesał włosy i bez słowa złapał mnie wiosąc prosto do wody.
- Neymar nawet o tym nie mysl! Utopię Cię jak to zrobisz - krzyczałam ale ten się tylko smiał trzymając mnie mocno.
Czując juz wodę na stopach zaczełam się wyrywać bardziej. I nagle wrzucił mnie do wody. Piszczałam bo woda nie była ciepła, szczegolnie jak zdarzyłam się juz ogrzać słońcem. Kiedy juz uspokoiłam oddech i stanełam stopami na gruncie zobaczyłam jak ten pajac zgina się w pół ze smiechu.
- To za to co zrobiłas- krzyknął nadal się smiejąc po czym podszedł do mnie.
- na twoim miejscu bym nie podchodziła bo jestem tak zła,że zaraz Cię utopię - powiedziałam i rzuciłam się w jego stronę. Złapał mnie w tali i przycisnął do siebie a ja nieswiadomie oplotłam go nogami. Cały czas się smiał i po chwili i ja zaczełam się usmiechać. Jak para dzieciaków. Kiedy skończyłam się już cieszyć on patrzył na mnie tym swoim płonącym wzrokiem. Usta miał zacisniete a jego dłonie nadal oplatały moją talię. Odgarnełam teatralnie mokre włosy kiedy on bez słów mnie pocałował. Jego usta były gorace i bardzo władcze. Nie mogłam Go powstrzymać, zresztą nawet nie byłam w stanie. Działał na mnie tak samo mocno co za pierwszym razem. Nasze usta znowu tańczyły a mój zdrowy rozsądek odszedł daleko.
Odsunął się lekko ode mnie szybko oddychając, jego oczy płoneły a w moim brzuchy szalało stado motyli
- myslałas,że jestes mądrzejsza? W chwili kiedy sciągnełas mi okulary w biurze wiedziałem,że to Ty. I jesli myslisz,że uda Ci się mnie spławić to grubo się mylisz. Twój tatuaż na biodrze potwierdził, że to Ty. Nie puszczę Cię już. Już mi nie uciekniesz Melanio Black - jego głos by cichy ale stanowczy.
-Ale...jak?Dlaczego dopiero teraz?- byłam w tak dużym szoku,że nie mogłam sklecić sensownego zdania. Ney pogłaskał mój policzek i sie usmiechnął
-planowałem się zemscić za to,że wtedy tak zniknełas ale kiedy zobaczyłem Cie z Rafinhą przeszła mi ochota na gierki. Wczoraj mnie odtrąciłas ale nie możesz tego zrobić bo masz zobowiązania. To moja szansa i zamierzam ja wykorzystać. Tylko bedę grał uczciwie. Nie wierzysz w związki? Udowodnię Ci,że istnieją. Bedziesz moja - szepnął i trącił mój nos swoim po czym znowu mnie pocałował.

5 komentarzy:

  1. O matko! Co za rozdział. Cieszę się jak głupia do telefonu ;D już nie mogę się doczekać dalszego rozwoju ich znajomości ;D

    OdpowiedzUsuń
  2. Jestem zachwycona *-*
    Idealny rozdział :) !
    Masz talent <3
    Czekan na ciąg dalszy :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Wiesz, co? Ja Cię po prostu ubóstwiam. :D Jesteś genialna. Tak samo jak to opowiadanie. <3 Bardzo podoba mi się postawa Neymara. Już się nie mogę doczekać kontynuacji. ;*

    OdpowiedzUsuń
  4. Osz kurde.
    Szczerzę sie jak idiotka do ekranu, choć w sumie to dla mnie normalne:'')
    Już jestem ciekawa, co dalej.
    Po prostu mnie zżera od środka:D

    OdpowiedzUsuń
  5. Tak dużo się dzieje, ale to dobrze :)) Ney i Melania cudowni *,* Czekam na kolejny

    OdpowiedzUsuń