czwartek, 5 marca 2015

I Put a Spell On You

Melka pospiesz się bo pojadę sama!-słyszę jak Mia woła mnie z korytarza. Kurwa! Gdzie ta prezentacja? Biegam po pokoju jak slepa szukając dokumentów. Nie moge zawalić pierwszego dnia do cholery! Po co ruszałam te kartony?Teraz nic nie mogę znalesć. Obracam się wokół własnej osi przeczesując pokój wzrokiem. Tu są! Schowały się wredne na stercie gazet. Włozyłam papiery do torby z laptopem i pobiegłam do Mii. Bieganie na 12 centymetrowych szpilkach nie należy do najłatwiejszych i niewiele brakowało a bym zamiast na nogach zleciała na tyłku po schodach. Zdyszana dogoniłam przyjaciółkę dopiero przy aucie.
-Gotowa?-zapytała i uruchamiając silnik powoli włączyła się do ruchu. Patrzyłam przez okno utrwalając sobie po raz setny plan prezentacji. Nie mogłam tego zawalić,to była moja szansa by odseparować się od ojca raz na zawsze. Człowiek, który mnie spłodził był jednym z czołowych biznesmenów w Barcelonie, poza tym,że jest dziwkarzem bez honoru.
-Denerwujesz się?-pytanie Mii sprowadziło mnie do rzeczywistosci
-musiałabym być idiotką gdybym się nie stresowała. To moja szansa - powiedziałam i poczułam jak zaciska mi się przełyk z nerwów
-poradzisz sobie. jestes zdolna, mądra i piekna-przyjaciółka na swój oklepany sposób próbowała dodać mi odwagi. Usmiechnełam się do niej blado i pogrążyłam na nowo w swoich myslach. Boże, jak bym chciała by znowu był piatek, poszłabym do klubu i znowu uwiodła jakiegos naiwniaka. Mogłby być nim nawet ten co ostatnio. Wiedział co robi, nie gadał, nie zadawał pytań, po prostu wziął mnie w ramiona i pozwolił bym dała upust swojemu podnieceniu. Zamknełam oczy i znowu Go zobaczyłam. Te zielone płonące oczy, w których była siła. Atletyczna sylwetka bez grama tłuszczu i usta. Ooo tak te usta mogłabym jeszcze raz poczuć. Jasna cholera, co ze mną?! Melka ocknij się, w głowe sie uderzyłas, że rozpamiętujesz jednorazowy seks? Fuck!zganiłam się w myslach.
-Jestesmy!Gotowa na podbój swiata?-Mia zaparkowała auto przed wysokim szklanym budynkiem. Spojrzałam w górę. Nowoczesny wierzowiec sięgał nieba. To tutaj zaczyna się pierwszy dzień reszty mojego życia. Uscisnełam serdecznie przyjaciółkę i z gracją wysiadłam z auta. W szklanych drzwiach jeszcze raz dokonałam oceny swojego wygladu. W niczym nie przypominałam tej rozwięzłej dziewczyny z piatku. Niebotycznie wysokie szpilki, dopasowana kremowa garsonka i gładki kok na czubku głowy. Tak, wygladałam jak milion dolarów.
Z przyklejonym usmiechem weszłam do budynku, kierujac się od razu w stronę recepcji po odbiór przepustki.
-Melania Black, to moj pierwszy dzień w Barca Enterprises  - szczupła szatynka spojrzała na mnie z usmiechem
-Witaj!Jestem Carry. Powodzenia pierwszego dnia. Gdybys potrzebowała czegos zawsze mnie tutaj znajdziesz- podała mi przepustkę. Jej błekitne jak niebo oczy tryskały radoscią.
-Melka. Miło mi Cię poznać i dziękuję - odpowiedziałam z wdzięcznoscia. Jeżeli wszyscy tutaj są tak sympatyczni to nie mam sie czym martwić. Radosnie przekroczyłam bramke wstepu i wcisnełam guzik przywołujący windę. Czekając na windę dołączyła do mnie kolejna szatynka. posłała mi szeroki usmiech na ktory odpowiedziałam i weszłysmy do windy. Niemal jednoczesnie wcisnełysmy 12 piętro i zasmiałysmy się.
- Ty też do PR? Nigdy wczesniej Cie nie spotkałam. Kate Mendoza - kobieta wyciągneła do mnie dłoń którą uscisnełam
-To moj pierwszy dzień. Melania Black, miło mi - nie wiem dlaczego poczułam się jak mała dziewczynka i poczułam ciepło na policzkach. Cholera teraz pewnie wygladam jak dupa pawiana z tym burakiem na twarzy, pomyslałam.
-Oh to Ty jestes tą naszą nową krwią? Cudownie. Może w końcu cos się zacznie dziać bo ostatnio straszną nudą wieje. Ostatnio chłopaki tak dobrze sie prowadzą,że nie mamy co robić - powiedziała z lekkim żalem. Kurczę to co ja tu robię? O ironio nie dosć,że sama prowadzę się jak szmata ciągnięta po ulicy to mam ustalać piar mi podobnym? Zasmiałam się w duchu. Życie to jednak przerwotna suka.
W towarzystwie nowej koleżanki przekroczyłam próg public relations w Barca Enterprises. Kate od razu poprowadziła mnie do naczelnego, ktorym okazał się facet w srednim wieku. Twarz miał łagodną a oczy pełne wesołych iskierek. Zrobiło mi się ciepło na sercu. Wyobrażałam sobie kogos na kształt ojca, surowego z lodowatym wzrokiem. To było kolejne miłe rozczarowanie.
-Panna Black, nareszcie. Witamy w naszej ekipie. Stefano Lopez, miło mi poznać - mezczyzna z serdecznym usmiechem ruszył w moją strone i ku mojemu zaskoczeniu zamiast podać mi dłoń bezpardonowo mnie usciskał. Zaskoczenie na mojej twarzy  zauwazyli wszyscy obecni na co zasmiali sie łagodnie. O żesz czy umarłam i trafiłam do swiata gdzie panuje ludzka zyczliwosc i szczera sympatia?
Atmosfera jaka tu panowała sprawiła,że przestałam się denerwować prezentacją, którą miałam przedstawić na popołudniowym spotkaniu z jednym z klientów.
-Kate będzie Twoim opiekunem na początek. Jeżeli czegoś nie będziesz wiedziała lub potrzebowała idź do niej,to oczy i uszy naszego działu- rzekł Stefano po czym wszyscy rozeszli się do swoich obowiązków. Kate zaprowadziła mnie do mojego biurka po czym zaczeła mnie wprowadzać. Punkt 12 poszłysmy na lunch. Dołączyły do nas inne dziewczyny i z szybkiego lunchu przerodziło się to w babską plotkarska impreze. Dziewczyny bez skrępowania obgadywały wszystkich od obsługi po klientów. 
-Słyszałam,że ten brazylijczyk to nie złe ziółko-powiedziała dziewczyna z typową hiszpańska urodą. Długie, gęste czarne włosy i opalona skóra. Trochę za dużo kilogramów ale i tak jej sylwetka zachowywała proporcje. 
-Ale jakie gorace ziółko. Ah Melka jak Ci zazdroszczę że to Ty się nim zajmiesz- powiedziała Kate z rozmarzonym wzrokiem a mi urosła gula w gardle sygnalizująca powrot zdenerwowania. Miałam się zając piarem jednego z piłkarzy ale jakpierw musiał zaakceptować moje pomysły. Nic jeszcze nie było przesądzone. Usmiechnełam się blado do dziewczyn
-Chyba mi pomożesz Kate. Wiesz ja jeszcze zielona jestem- próbowałam ignorować wzbierający we mnie stres. A co jezeli ten piłkarz zignoruje moje pomysły?Moja pewnosć siebie malała.
-Mela pobladłas. Co się stało?-głos koleżanki z rozbawionego przybrał ton pełen szczerej troski. Była taka naturalna. 
-Trochę się denerwuje. Czy kiedys jakis klient odmówił współpracy?
-Będzie dobrze, masz swietny plan a on byłby głupcem gdyby nie chciał skorzystać.
Wróciłam do biura z dusza na ramieniu. Pocieszenia i wsparcie nie stłumiły mojego zdenerwowania. Czekałam na 14 jak na wyrok smierci. 
-Gotowa?-jak spod ziemi wyrósł przede mną moj przełozony. 
-Nie ale nie mam wyjscia - usmiechnełam się blado i ruszyłam za Stefano i Kate gniotąc w dłoniach dokumanty. Boże niech juz będzie piątek, musze rozładować ten stres, najlepiej z meskimi rękami w moich majtkach. I ponownie przed moimi oczami zaczeły się pojawiać fragmenty piątkowej nocy. Boże ja chyba zaczynam mieć objawy choroby psychicznej? Klepnełam się lekko w policzek by wrócić na ziemię. Weszłam do sali konferencyjnej, w której czekali już klienci. Na nasz widok wszyscy wstali i zaczeli się witać
-Prosze wybaczyć ale On jak zawsze się spóźnia. Ten chłopak pomimo,że jest bardzo dobrym zawodnikiem to nie ma żadnych zasad. Musi nam Pan pomóc go okiełznać, inaczej wszyscy na tym stracimy-wysoki brunet potarł czoło zmartwiony. Jego ..."wszyscy na tym stracimy" wywołało kolejną falę stresu. Boże to chyba nie bedzie łatwe zadanie jak poczatkowo sadziłam. Menager naszego piłkarza wziął ode mnie dokumanty i z nadzieją zaczął je przegladać. Co jakis czas usmiechał sie szerzej spoglądając na mnie. Oblałam się rumieńcem skrępowana. Siedziałam jak na jeżu próbując stłumić narastająca irytację. Czekalismy juz 15 minut a klienta nie było, co on sobie wyobraza?Skrajny brak odpowiedzialnosci, co za dureń, zwymyslałam go w myslach. 
Nagle drzwi sali się otworzyły i pojawił się. Przełknełam głosno sline i spojrzałam w kierunku wejscia. Stał w progu zadowolony z siebie w ciemnych okularach i pewnym siebie usmiechem. Zeby miał sniezno białe. Ruszył zgrabnym krokiem w kierunku Stefano witając się najpierw z nim, póżniej przeszedł do kolejnych osób. Nie sciągał okularów co swiadczyło o jego gburowatosci. Brychnełam w myslach - co za dupek!. Kiedy podszedł do mnie spojrzałam mu odważnie na twarz i az szlak mnie trafiał. Miałam ochotę zdzielić go w łep tak by spadły mu te ciemne okulary. 
-Witaj! -zaswiergotał a ja zagryzłam wargi na dzwięk jego głosu. Było w nim cos podniecającego. Poczułam ucisk w brzuchu ale postanowiłam zachować zimną krew.Faceta trzeba nauczyc kultury. Siegnełam do jego twarzy i sciągnełam mu okulary
-Tak lepiej. Teraz się moge z Toba przywitać - powiedziałam i o mal nie krzyknełam kiedy zobaczyłam te oczy. To jakis kurwa żart?! 

4 komentarze:

  1. I nadal nie wiem kto jest tym mężczyzną ;D żeby w takim momencie przerywać ;D rozdział świetny i czekam na kolejny ;**

    OdpowiedzUsuń
  2. Piekielnie dobry rozdział *-* Już nie mogę doczekać się następnego :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Oho, czyżby to był facet z piątkowej nocy? :D Świetne opowiadanie i już się nie mogę doczekać kolejnego rozdziału ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Oooo wzbudziłaś moją ciekawość, i to bardzo:)
    Nie mogę się doczekać kontynuacji !
    Zapraszam do mnie w międzyczasie:)

    OdpowiedzUsuń